Dribbble? Nie dziękuję…


W tym krótkim wpisie wyrzucę z siebie wszystkie frustracje jakie wywołują u mnie projekty robione pod dribbble. Aby nie było – doceniam kunszt niektórych designerów i wizualne aspekty, ale to co się ostatnio wydarza w tym serwisie to już woła o pomstę do nieba.

Ingorowanie dostępności

Za małe fonty, za niskie kontrasty – to standard. Jak do tego dodamy oryginalne podejście do struktury to mamy komplet. Rozumiem, że czasami szukając estestyki i minimalizmu eksperymentujemy. Ale jak już wrzucasz shot w sieć to powinien spełniać pewne standardy. Bo jeżeli my (designerzy) będziemy mieli wcag gdzieś, to oznacza koniec końca.

Projekt bez użytkownika

Wiem, że dribbble opiera się na aspekcie wizualnym. Ale jeżeli tagujesz wpis „user experience” to znaczy, że gdzieś ten użytkownik powinien się znaleźć. Jakaś persona, kilkuzdaniowy opis, cokolwiek. A tak to są kolejne ekrany w tym samym trendzie, które nic za sobą nie niosą.

Skrajna ignorancja

Błędne używanie podstawowych pojęć. Celowe wprowadzanie odbiorcy w błąd…. Poniższe trzy grafiki chyba najbardziej oddają to o czym mówię. W sumie też będą najlepszym podsumowaniem mojej frustracji. Kończę wpis i idę robić naleśniki. Z fartem.

How to Dribbble? Super – zróbmy z tego jeszcze czasownik.
Jakiś Design ze zbyt małymi fontami i oderwany od usera, czyli Dribbble w formie.
Skopiujemy UX i zmienimy UI za pomocą drobnych dotknięć…. Skopiujemy UX…..